Każde wydarzenie ma swój moment startu, ale rzadko kiedy zaczyna się od „dużego pomysłu”. Częściej od kilku osób, które widzą sens tam, gdzie inni jeszcze go nie widzą. W przypadku Międzynarodowych Dni Wina w Jaśle było podobnie.
Na początku nie było skali, którą dziś widać z zewnątrz. Nie było też gotowego modelu, do którego można było się odwołać. Była za to rosnąca potrzeba pokazania, że wino w tym miejscu nie jest przypadkiem. Że za tym stoją konkretni ludzie, konkretna praca i coś, co zaczyna się układać w większą całość.
Pierwsze edycje miały w sobie więcej improwizacji niż pewności. To był czas, kiedy wiele rzeczy sprawdzało się w praktyce, a nie na etapie planowania. Kto przyjedzie, jak to zostanie odebrane, czy ludzie będą chcieli w tym uczestniczyć – to wszystko było otwarte.

Z archiwalnych materiałów widać jedną rzecz bardzo wyraźnie. To nie była próba stworzenia „imprezy”. Bardziej spotkania. Czegoś, co ma zebrać ludzi wokół wspólnego tematu i zobaczyć, co się z tego wydarzy. Bez nadmiernej formy, bez dużych założeń.
Ten kierunek nie pojawił się przypadkiem. Jak wspomina Roman Myśliwiec, źródłem była obserwacja tego, jak podobne wydarzenia funkcjonowały w krajach, w których kultura winiarska miała już silne zaplecze:
„Pomysł zorganizowania imprezy winiarskiej na wzór wydarzeń odbywających się w sąsiednich krajach o bogatych tradycjach winiarskich, pod nazwą Międzynarodowe Dni Wina, narodził się wraz z rozpoczęciem mojej współpracy z jasielskim samorządem.”
To ważny szczegół, bo pokazuje, że od początku nie chodziło wyłącznie o lokalną prezentację wina. Chodziło także o przeniesienie do Jasła pewnego modelu spotkania – takiego, w którym wino staje się osią rozmowy o regionie, pracy winiarzy, tradycji i przyszłości.
Początki tej współpracy Roman Myśliwiec osadza bardzo konkretnie:
„W 2003 roku odwiedził mnie ówczesny burmistrz Jasła Andrzej Czernecki, proponując współpracę na rzecz rozwoju lokalnego winiarstwa. W większość późniejszych inicjatyw aktywnie włączył się również samorząd województwa podkarpackiego, reprezentowany przez dyrektora Departamentu Rolnictwa Dariusza Surmę.”

Za tym zdaniem stoi ważny kontekst. Winiarstwo w regionie nie rozwijało się w próżni. Potrzebowało ludzi, którzy rozumieli, że pojedyncze winnice, nawet prowadzone z pasją, nie zbudują same rozpoznawalności całego miejsca. Potrzebna była współpraca środowiska, samorządu i osób, które miały doświadczenie praktyczne.
Właśnie dlatego pierwsze edycje miały w sobie więcej improwizacji niż pewności. To był czas, kiedy wiele rzeczy sprawdzało się w praktyce, a nie na etapie planowania. Kto przyjedzie, jak to zostanie odebrane, czy ludzie będą chcieli w tym uczestniczyć – to wszystko było otwarte. Ale jednocześnie stawka była większa niż organizacja jednego wydarzenia.
Jak podkreśla Roman Myśliwiec:
„Te wydarzenia i podjęte wówczas działania miały ogromne znaczenie dla rozwoju współczesnego winiarstwa najpierw na Podkarpaciu, a następnie w całej Polsce.”
Z tej perspektywy Międzynarodowe Dni Wina w Jaśle nie były tylko świętem wina. Były jednym z miejsc, w których polskie winiarstwo zaczęło mówić o sobie głośniej, pewniej i bardziej publicznie. Dawały możliwość prezentacji tego, co dopiero się odradzało, ale też pozwalały zobaczyć skalę problemów, z którymi mierzyli się producenci.
Roman Myśliwiec wskazuje tu bardzo wyraźnie także wymiar prawny i środowiskowy pierwszych edycji:
„Pierwsze edycje Międzynarodowych Dni Wina pełniły niezwykle ważną rolę – były nie tylko okazją do prezentacji odradzającej się kultury winiarskiej, ale również istotnym elementem działań lobbingowych na rzecz zmiany przepisów regulujących produkcję i sprzedaż polskiego wina. Starania te przyniosły efekt w postaci nowej ustawy winiarskiej, uchwalonej przez Sejm w 2008 roku.”

To jeden z tych fragmentów historii, który z czasem łatwo znika za współczesnym obrazem wydarzenia. Dziś widzimy stoiska, degustacje, rozmowy, gości, miejską atmosferę i coraz większą rozpoznawalność. Na początku były jednak również bariery formalne, przepisy niedostosowane do realiów małych producentów i konieczność udowadniania, że polskie wino nie jest ciekawostką, tylko zjawiskiem, które zasługuje na poważne potraktowanie.
Z czasem zaczęły pojawiać się kolejne elementy. Więcej winiarzy, więcej uczestników, więcej doświadczenia organizacyjnego. Ale fundament pozostał ten sam – bezpośredniość. To, że można podejść, spróbować, porozmawiać. Że to nie jest wydarzenie oglądane z dystansu, tylko coś, w czym się uczestniczy.
Tę drogę Roman Myśliwiec podsumowuje wprost:
„Od pionierskich, eksperymentalnych działań – prowadzonych często na granicy obowiązujących wówczas przepisów – jasielska inicjatywa stopniowo rozwijała się i zyskiwała coraz większe znaczenie. Dziś Międzynarodowe Dni Wina w Jaśle są największą imprezą winiarską w Polsce i jednym z symboli odrodzenia polskiego winiarstwa.”
Ta wypowiedź dobrze porządkuje historię, którą z dzisiejszej perspektywy łatwo uprościć. Bo początki Międzynarodowych Dni Wina w Jaśle nie były wyłącznie opowieścią o organizacji kolejnego wydarzenia. Były związane z momentem, w którym polskie winiarstwo dopiero szukało swojego miejsca, języka i prawnych możliwości działania.

To, co widać z perspektywy czasu, to ciągłość. Nie w sensie powtarzalności, ale konsekwencji. Wydarzenie zmieniało się, rozwijało, dostosowywało do nowych realiów, ale nie zgubiło swojego punktu wyjścia.
Dziś łatwo patrzeć na Międzynarodowe Dni Wina w Jaśle jako coś oczywistego. Coś, co „po prostu jest”. Ale kiedy cofniesz się do początku, widać wyraźnie, że to nie był gotowy scenariusz.
To była decyzja, żeby zacząć. I sprawdzić, dokąd to prowadzi. Reszta przyszła z czasem.


