Na degustacjach bardzo szybko pojawia się jedno napięcie: czy robię to dobrze. Czy powinienem najpierw powąchać, potem spróbować, czy coś powiedzieć, czy raczej milczeć. I gdzieś w tle jest myśl, że inni wiedzą więcej, czują więcej, ogarniają lepiej.
Tylko że większość tych „błędów”, których tak się obawiamy, w praktyce nie ma większego znaczenia. A czasem wręcz pomagają.
Pierwszy z nich to tempo. Naturalna reakcja na dużą liczbę stoisk jest prosta – spróbować jak najwięcej. Przechodzisz od jednego do drugiego, łyk, kolejny łyk, następny. Po kilkunastu minutach wszystko zaczyna się mieszać, a po godzinie masz wrażenie, że niczego nie pamiętasz. To nie jest kwestia braku umiejętności, tylko zwykłego przeciążenia. Degustacja działa lepiej, kiedy zwalniasz. Kiedy zamiast dziesięciu win spróbujesz trzech, ale naprawdę je poczujesz.
Druga rzecz to próba „trafienia w odpowiedź”. Ktoś mówi, że czuje cytrusy, ktoś inny – że jabłko, a Ty zaczynasz się zastanawiać, czy też powinieneś coś takiego wyczuć. I nagle zamiast sprawdzać, co naprawdę masz w kieliszku, próbujesz dopasować się do opisu. To bardzo częste i zupełnie niepotrzebne. Jeśli coś Ci się kojarzy z czymś innym albo nie kojarzy się z niczym – to też jest w porządku. Degustacja to nie zgadywanka.
Kolejny „błąd” to brak wiedzy. Wiele osób ma poczucie, że powinni znać szczepy, regiony, podstawowe pojęcia. W rzeczywistości większość ludzi na degustacjach jest dokładnie w tym samym miejscu. Różnica polega tylko na tym, że jedni pytają, a inni udają, że wiedzą. I to ci pierwsi zwykle wychodzą z większą ilością sensownych informacji.
Jest też temat porównań. Często próbujemy ocenić wino w oderwaniu od wszystkiego – czy jest dobre, czy nie. A dużo więcej daje zestawienie dwóch win obok siebie. Nagle widzisz różnice, które wcześniej były niewidoczne. Jeśli tego nie robisz, to też nie jest błąd, ale tracisz jedną z najprostszych dróg do zrozumienia tego, co pijesz.
Nie można też pominąć bardzo prozaicznej rzeczy, czyli zmęczenia. Degustacja to nie tylko smak, ale też koncentracja. Bez przerw, wody i chwili oddechu bardzo szybko wszystko zaczyna się zlewać. Wtedy nawet dobre wino może wydać się nijakie. To nie wina wina, tylko momentu, w którym je próbujesz.
I wreszcie rzecz najważniejsza – poczucie, że coś powinno smakować. Jeśli ktoś obok mówi, że to świetne wino, łatwo przyjąć, że tak właśnie jest. Tylko że gust działa inaczej. To, co dla jednej osoby jest idealne, dla innej może być zupełnie obojętne. I to nie jest błąd, tylko punkt wyjścia do własnych wyborów.
Dlatego zamiast skupiać się na tym, czego nie robić, lepiej przyjąć prostą zasadę – degustacja ma być doświadczeniem, nie testem. Jeśli coś Ci się miesza, coś umyka, coś nie wychodzi „tak jak powinno”, to znaczy tylko tyle, że jesteś w trakcie poznawania.
A to dokładnie ten moment, w którym zaczyna się coś ciekawego.


